


Przeciwko właścicielce tej hodowli toczy się również postępowanie w kierunku kierowania gróźb karalnych. Aleksandra Ch. groziła naszym wolontariuszkom i ich rodzinom (!). OBAWIAĆ SIĘ MAJĄ NAWET NASZE DZIECI!

Miejscu, w którym były przetrzymywane koty, towarzyszył przeraźliwy, żrący w nozdrza i oczy fetor, kilogramy fekaliów oraz bardzo niska temperatura… Obrzydliwa woń kierowała nas prosto pod drzwi hodowli kotów – kotów sprzedawanych za KILKA TYSIĘCY złotych.
Dramatyzmu dodaje fakt, że mamy do czynienia ze zwierzętami, które nie mają sierści, a ich stosunkowo cienka skóra eksponuje organizm kota na silny wpływ czynników zewnętrznych, takich jak niska temperatura. Te zwierzęta zostały zamknięte w pomieszczeniu, w którym było ZALEDWIE 9 (DZIEWIĘĆ) stopni Celsjusza…
Wszystkie koty były chore i wymagały pilnej interwencji weterynaryjnej. Nadto, nigdy nie widzieliśmy kotów, które rzuciłyby się z tak ogromną zachłannością na podaną przez nas wodę. Świadkami na tę okoliczność byli m.in. lekarze weterynarii, do których bezpośrednio po interwencji trafiły zwierzęta.
Warto również tutaj wspomnieć, że oprócz funkcjonariuszy Policji interwencji towarzyszył również Powiatowy Lekarz Weterynarii, według którego właściwie NIC się nie stało, a zwierzęta można spokojnie pozostawić w miejscu hodowli pod opieką dotychczasowego opiekuna – „na pewno zajmie się nimi należycie…”.



Nie wyraziliśmy zgody na pozostawienie tych zwierząt w tym miejscu – dzięki temu koty są pod naszą opieką świetnie zaopiekowane. Niestety część z nich nadal jest pod stałą opieką lekarzy z uwagi na liczne schorzenia.
